Nie jest jasne, jakie nastawienie tkwiło w pytaniu skierowanym do Jezusa: Czy tylko nieliczni będą zbawieni?

Mogło stać za nim przekonanie, że zbawieni będą tylko nieliczni, tylko ci, którzy należą do Narodu Wybranego. Dziś, inaczej niż w przeszłości, pytający widziałby wśród zbawionych po prostu dobrych ludzi, dalekich od religijnego fanatyzmu. Albo zakładałby zbawienie wszystkich, niezależnie od wyznawanej czy – co ważniejsze – ukazywanej w czynach wiary. Drzwi otwarte na oścież czy zamknięte, z możliwością wejścia tylko dla wybranych?

Ani otwarte, ani zamknięte. A jednak ciasne. Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi – mówi Jezus, nie odpowiadając jednocześnie na pytanie o liczebność zbawionych. Koncentruje uwagę uczniów na ich własnym wysiłku, własnym staraniu. Przejścia przez bramę zbawionych nie gwarantuje z góry przynależność, lecz osobisty wysiłek i świadectwa, zerwanie z grzechem, życie wiarą i miłością.

Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski

We wszystkich czytaniach napotykamy perspektywę walki, bitwy, zmagania. Jeremiasz zostaje uwięziony w czasie oblężenia Jerozolimy (PIERWSZE CZYTANIE), autor Listu do Hebrajczyków apeluje o wytrwałość w życiu, porównując je do zmagań podczas zawodów sportowych (DRUGIE CZYTANIE), a Jezus operuje dwoma słowami, pomiędzy którymi sytuują się wojny: pokój i rozłam (EWANGELIA).

Mogą przerażać słowa Jezusa, gdy mówi: Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Powinny przerażać, gdyby to On był sprawcą rozłamu. Nie jest, podobnie jak Jeremiasz nie jest sprawcą wojny, której nadejście – i porażkę w niej Izraela – prorokuje.

Jeremiasz tylko dlatego o mało nie stracił życia, że zapowiadał – zgodnie z poleceniem Boga – klęskę Izraela. A to obniżało morale żołnierzy i odbierało nadzieję mieszkańcom. Klęska nastąpiła: nie dlatego, że morale żołnierzy stało się niskie, ale dlatego, że siły przeciwnika były wielkie, a Izrael od lat trwał w letargu dobrobytu. Słowo Boga, miłośnika pokoju, może nieść rozłam, jeśli zabrakło czujności.

Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski

Kohelet przypomina rzecz niby oczywistą: prawdę o doczesności. Wszystko tu na ziemi się skończy (PIERWSZE CZYTANIE). Jezus przytacza przypowieść o człowieku sukcesu, którego w – po ludzku – najlepszym momencie swojego życia zastała śmierć (EWANGELIA).

Ale Liturgia Słowa nie podejmuje tematu bezwartościowości ludzkiego życia, nie wzywa do bezczynności w eschatologicznej perspektywie przemijania. Marność u Koheleta nie oznacza bezwartościowości, ale skończoność. Wszystkie czytania zaś koncentrują się na właśnie na ludzkim wysiłku.

Jezus wskazuje przykład człowieka sukcesu, który zainwestował w to tylko, co przeminie: skarbów w niebie nie zgromadził. Paweł pisze wprost: Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi (DRUGIE CZYTANIE), a autor Psalmu 90 poleca modlitwę: Naucz nas liczyć (PSALM). Nie chodzi o naukę matematyki, lecz takie liczenie dni naszych, by w życiowych planach i inwestycjach uwzględniać również te niebieskie.

Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski

Bóg przychodzi nocą. Jezus w nocy się narodził, nocą też zmartwychwstał – o poranku grób był już pusty. Nocą, o czwartej straży, Jezus przybył do uczniów w łodzi, krocząc po jeziorze. Uprzywilejował Bóg czas nocy na spotkanie ze Sobą (DRUGIE CZYTANIE).

Liturgia Słowa uprzytamnia nam dziś najważniejsze noce w historii zbawienia, zapowiadając jeszcze jedną, tę, która przed nami: noc mojego spotkania z Bogiem. Dlatego Jezus uczy czuwania (EWANGELIA), oczekiwania, gdy Pan powróci.

Bóg przychodzi nocą, jak złodziej, choć to nie złodziej. Ale to od nas zależy, jak będziemy oczekiwali. Czy będziemy w strachu czekali na Boga jak na złodzieja, spodziewając się, że wszystko nam zabierze, czy w nadziei jak na Pana, który dopiero wszystkim nas obdaruje, przede wszystkim Sobą.

Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski

Czasem modlimy się jak psalmista: do natrętnej modlitwy wzywa zła sytuacja, mój problem albo mój niepokój. A jednak w psalmie znajdujemy coś, czego w codzienności często już brakuje: dziękczynienie i wychwalanie Boga za Jego interwencję (PSALM).

Czasem modlimy się jak Abraham: w imieniu drugiego człowieka, za kogoś, kto potrzebuje pomocy: natrętne „licytowanie się” z Bogiem Abrahama pokazało mu o wiele więcej, niż prosił: jak wielkie jest miłosierdzie Boga (PIERWSZE CZYTANIE).

Czasem chcemy się modlić wręcz profesjonalnie, zapisać się do „szkoły modlitwy”. Apostołowie pamiętali uczniów Jana, których nauczył on modlitwy. Chcieli, by i ich Mistrz tego nauczył. Zaskakuje odpowiedź Jezusa. Nauczył kilku słów prośby do Ojca. Brak w tej modlitwie wielomóstwa, poezji: zamiast kursu modlitwy, uczniowie otrzymali krótki pacierz (EWANGELIA).

Modląc się natrętnie, odkrywamy co najmniej kilka prawd: my nie jesteśmy bogami – ale On Nim jest. Dzięki modlitwie doświadczamy, że Bóg daje o wiele więcej niż prosimy.

Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski