Ech, czas nieźle przyspieszył, zbliżały się diamentowe urodziny. Nie jestem fanem podniosłych uroczystości ale miałem świadomość, że rodzinka (dość liczna) będzie chciała/musiała (do wyboru) cmoknąć jubilata w czółko. Z tą myślą zacząłem się powoli oswajać. Cóż, będzie trzeba to przeżyć. Wyciągnę akordeon i zagram , ku ucieszesz wnuków i znudzonych gości sto lat, sto lat dla samego siebie.
Z tyłu głowy tliła się ochota na jakiś przewrotny pomysł.

Dobra pamięć nie jest moją domeną. Utkwiło w niej jedna kilka ważnych faktów, które dane było mi przeżyć. Jednym z nich był dzień wyboru Karola Wojtyły na papieża.