Uczta, zapowiadana przez Izajasza jako kres i nagroda życiowej wędrówki, przeczuwana przez psalmistów jako wyraz ostatecznego zaspokojenia wszelkich pragnień.

Przywołana przez Jezusa intryguje i zastanawia. Bo oto ma to być uczta weselna: panem młodym jest sam Chrystus, a zaproszonymi i nieobecnymi – ci, którzy zaproszenie samego Boga odrzucili. Tak Jezus streszcza historię Izraela, a potem Kościoła, bo na ucztę zostali zwołani „wszyscy”.

Czegoś, a raczej kogoś, w obrazie uczty brakuje. Gdzie jest panna młoda? A przede wszystkim kim jest Oblubienica?

Może zaproszeni nie tylko są gośćmi? My wszyscy, Kościół, ludzkość, jesteśmy oblubienicą Chrystusa zaproszoną na ucztę weselną. I stąd biała szata, zwyczajowa suknia weselna oblubienicy.

Szaleńcza miłość Chrystusa, który poślubia swój Kościół i nie waha się proponować wszystkim nam wyjątkowej relacji oblubieńczej. I jednocześnie ból wynikający z przekonania, jak wiele oblubienic ucieka, jak wiele osób odrzuca Bożą miłość.