Miałby z czego Izajasz czerpać w budowaniu swojej metafory, gdyby widział plan inwestycji drogowych i budowlanych i był na miejscu budowy którejś z autostrad. Przekonuje przecież, że w przygotowaniu na przyjście Pana nie chodzi o rutynowe adwentowe postanowienie poprawy, ale raczej o życiową kosztowną inwestycję, globalną komunikacyjną przebudowę relacji z Bogiem, w wyniku której powstanie cała sieć dróg, trakcji, lotnisk i autostrad.

Sposób, w jaki św. Marek wprowadza na scenę historii Jezusa Chrystusa, jest równie spektakularny: przywołuje słowa Przygotujcie drogę Panu, apel Izajasza, tak jakby tamto wołanie na sześć wieków zatrzymał czas w oczekiwaniu na realizację. To, co dla autorów powieści science-fiction, gdzie tak łatwo można zatrzymać czas, by potem znów go uruchomić, jest w istocie fikcją, dla Marka – jest Bożą rzeczywistością. Bóg-Jezus rzeczywiście przychodzi, czas nadziei zaczyna znów płynąć.

A fragment listu św. Piotra? Choć zawarty zaledwie w jednym zdaniu opis końca świata, gdzie wszystko: gwiazdy, wszystkie pierwiastki i elementy tworzące materię, a także reguły nim rządzące, przestaje istnieć, przewyższa spektakularnie niejeden katastroficzny film, nie on jest kluczowy: o wiele bardziej wymowny i pokrzepiający jest portret cierpliwego Boga. Zwleka, to znaczy panuje nad światem, czasem i życiem każdego z nas, by w odpowiedniej chwili miłosierdzia zamknąć historię, a nas ocalić dla nowego nieba i nowej ziemi.

Adwentowa inwestycja: budujemy autostradę do nieba.