Wszystko dziś toczy się wokół pięciu słów: obietnica, znak, słuchanie, gotowość i spełnienie.
Bóg każdemu z nas daje obietnicę, jak dał ją Izraelowi – o odrodzeniu – (PIERWSZE CZYTANIE) czy Maryi (EWANGELIA). Ale to nie wszystko: daje również znak (oto krewna Twoja, Elżbieta…). Znak jest po to, by człowiek miał pewność prawdziwości obietnicy. Bo przecież droga do jej spełnienia bywa długa. Błogosławiona jesteś – mówi Elżbieta do Maryi – któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana.
Dostrzeże znak – i w nim obietnicę – ten, kto słucha. Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało. List do Hebrajczyków cytuje w tym miejscu psalm, który zawiera jednak nieco inne słowa: …aleś otworzył mi ucho. Obie wersje jednoczą się w osobie Maryi. Kobieta słuchająca, gotowa do pełnienia słów Pana. Kto wie, czy w drogę do Elżbiety nie porwała jej w takim samym stopniu chęć przekonania się o znaku, jak chęć pomocy swej krewnej. Oto idę.
A samo spełnienie? Jest coś przepięknego w proroctwie Micheasza, który tak jasno i jednoznacznie określa, skąd i kim będzie Mesjasz. W zwoju księgi napisano o Mnie – dopowiada psalmista przywoływany w drugim czytaniu.
Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski