Tradycyjnie pojmując religię, Boga i świat, człowiek czuje się z reguły widzem w teatrze, obserwującym Boga na scenie dziejów. Dzisiejsza Liturgia Słowa jednak przeczy tej logice. Jezus zwykłych rybaków ustanawia apostołami i rozsyła, by czynili to, co czyni On (EWANGELIA). W PIERWSZYM CZYTANIU widzimy, jak Bóg przekonuje swój lud, że zawsze z nim jest. I proponuje, by każdy stał się Jego szczególną własnością. Wydarzenie nabiera zupełnie nowego znaczenia, gdy zrozumiemy, że Bóg w istocie chce poślubić Izraela, nawiązać relację miłosną.
Widz wkracza na scenę, zwykły zjadacz chleba jest zaproszony do czynienia znaków i cudów, które czyni Bóg. Wiara i religia to nie teatr, lecz wspólnota oparta na relacji miłości. Choć jest też coś z teatru: Bóg wkracza na scenę historii mojego życia. Nie jestem widzem, lecz uczestnikiem zdarzeń: On umiera za mnie i dla mnie, inwestuje w życie wieczne (DRUGIE CZYTANIE).
Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski