Gdyby modlitwę faryzeusza w Świątyni Jerozolimskiej ocenić przez pryzmat dzisiejszej mentalności dążenia do pewności samego siebie albo w świetle zasad autoprezentacji, trudno dostrzec cokolwiek nagannego, może poza niesmaczną manierą porównywania się z innymi, wyrażającą wyższość samego siebie. Któż jednak jest bez grzechu!
A jednak Bóg nie ma względu na osoby (PIERWSZE CZYTANIE), lecz na postawę. Jest ona niezwykle istotna, kiedy człowiek staje do modlitwy. Mówi więcej niż słowa.
Faryzeusz modlił się w sobie. Modlił się do siebie. Celnik modlił się do Boga. Faryzeusz nawiązał relacje z samym sobą, celnik – z Najwyższym. Faryzeusz widział swoją doskonałość, celnik widział swoją biedę (EWANGELIA).
Między postawą faryzeusza i celnika widać drogę, jaką przeszedł Apostoł Narodów: z Szawła do Pawła. To Bóg rozświetlił mu życie i pokazał grzech, słabość, niedoskonałość – oraz łaskę i moc (DRUGIE CZYTANIE).
W modlitwie trzeba wyjść poza siebie, otwierając się na Boga.
Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski