W dramacie męczeńskiej śmierci (PIERWSZE CZYTANIE) najbardziej uwydatnia się podwójna iluzja prześladowcy: iluzja nieśmiertelności i doczesności jednocześnie. Żyje tak, jakby na ziemi miał żyć wiecznie, choć innym funduje śmierć – dowód, że jest inaczej – chcąc ich unicestwić. Staje się panem życia i śmierci, zapominając, że sam będzie osądzony.
Pomiędzy doczesnością i wiecznością ulegamy wielu iluzjom: czasu, który jest nieograniczony, poczucia, że wolno wszystko i przed nikim nie odpowiemy. Dzisiejsza Liturgia Słowa zbija te iluzje: każe uświadomić perspektywę przemijania, końca, śmierci – i sądu. Perspektywę, której świadomy był Jezus, podążając do Jerozolimy. On, pochodząc z wieczności, nie żył w iluzji czasu nieograniczonego. My, pochodzący z doczesności, często w praktyce żyjemy tak, jakby wszystko miało trwać wiecznie.
Pomiędzy doczesnością i wiecznością jest zmartwychwstanie. Dla saduceuszów (EWANGELIA), dla prześladowców, dla wielu z nas wydaje się iluzją. Dla męczenników, dla Jezusa, dla Pawła (DRUGIE CZYTANIE) – z iluzji odziera, stając się prawdziwą nadzieją.
Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski