Uczta, zapowiadana przez Izajasza jako kres i nagroda życiowej wędrówki, przeczuwana przez psalmistów jako wyraz ostatecznego zaspokojenia wszelkich pragnień.

Przywołana przez Jezusa intryguje i zastanawia. Bo oto ma to być uczta weselna: panem młodym jest sam Chrystus, a zaproszonymi i nieobecnymi – ci, którzy zaproszenie samego Boga odrzucili. Tak Jezus streszcza historię Izraela, a potem Kościoła, bo na ucztę zostali zwołani „wszyscy”.

Czegoś, a raczej kogoś, w obrazie uczty brakuje. Gdzie jest panna młoda? A przede wszystkim kim jest Oblubienica?

Może zaproszeni nie tylko są gośćmi? My wszyscy, Kościół, ludzkość, jesteśmy oblubienicą Chrystusa zaproszoną na ucztę weselną. I stąd biała szata, zwyczajowa suknia weselna oblubienicy.

Szaleńcza miłość Chrystusa, który poślubia swój Kościół i nie waha się proponować wszystkim nam wyjątkowej relacji oblubieńczej. I jednocześnie ból wynikający z przekonania, jak wiele oblubienic ucieka, jak wiele osób odrzuca Bożą miłość.

Czy potrafimy przyjąć dar? PIERWSZE CZYTANIE, a zwłaszcza wezwanie Boga: „Kupujcie bez pieniędzy”, przedstawia obraz innego świata. Świata darów, których nie trzeba kupować, na które nie trzeba zasługiwać, które są dawane za darmo i nikt nie oczekuje za nie żadnego rewanżu. Prawdziwy dar to dar dany „bez płacenia”. Czy potrafimy przyjąć taki dar? I czy potrafimy takim darem obdarowywać innych? Dzisiejsza Liturgia Słowa nie tylko mówi o Bogu, który zaprasza na ucztę, o Jezusie, który rozmnaża chleb, byśmy mieli go do sytości. Przede wszystkim mówi o darze „bez pieniędzy”. Jego najpełniejszym wymiarem jest Eucharystia. Jezus daje nam całego Siebie na pokarm, niczego w zamian nie oczekując. Co najwyżej „dziękuję”. A Eucharystia to po grecku właśnie „dziękowanie”.

Znajdujemy się w samym środku konfliktu. Wystarczyła jedna noc, jeden głęboki sen, by spokojne pole zamieniło się w pole walki. Chwila nieuwagi i chwast zaczyna dusić pszenicę. To bezpardonowa walka o wieczność. Wszystko rozstrzygnie się dopiero przy końcu świata, ponieważ Bóg wierzy, że chwast może jeszcze stać się pszenicą, daje nadzieję, że po występkach przyjdzie nawrócenie. Trzeba wielkiej ostrożności, by odróżnić dobro od zła, które jest jego znakomitą imitacją. Święty Paweł pociesza, że jesteśmy przeznaczeni do chwały. Nie zostaliśmy sami na polu walki, wspiera nas Duch Święty, który przychodzi z pomocą naszej słabości. Wystarczy tylko nie zasnąć.

Wbrew pozorom jest coś, co łączy wszystkie trzy czytania dzisiejszej Liturgii Słowa. W pierwszym czytaniu Salomon prosi o słuchające serce zdolne rozdzielać dobro od zła. Od „rozdzielania” pochodzi słowo „mądrość”. W drugim czytaniu św. Paweł nawiązuje do idei predestynacji: polegała ona na rozdzieleniu nas na tych, którzy z góry przeznaczeni są do dobra, i tych, których przeznaczeniem jest zło. Święty Paweł koryguje ten pogląd: zaproszeni do dobra są wszyscy, a to, dokąd pójdziemy, jest już w naszych rękach. Dobrze ilustruje to dzisiejsza Ewangelia. We wszystkich przypowieściach istotą jest rozdzielenie, osąd, wybór oraz jego aktywna realizacja. Najkrócej mówiąc, chodzi o wybór priorytetu, a potem jego realizację. Na tym polega mądrość.

Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha – banalny z pozoru zwrot rodem z EWANGELII to w rzeczywistości wprowadzenie w fascynującą przygodę odkrywania tajemnic królestwa niebieskiego. Jezus mówi „szyfrem” – w prostej historii zakodowuje tajemnice królestwa niebieskiego. Odkryje je każdy, kto się wsłucha, kto poważnie potraktuje Słowo Boże. Szyfr jednak trzeba nie tylko odczytać, ale i zastosować w całym życiu; taki jest sens rozszyfrowanej przez samego Jezusa przypowieści. Inaczej rozszyfrowane „słowo”, odkryty skarb, zaginie. Ziemia to szyfr nieba. Jezus ukrywa prawdziwe znaczenie w przypowieściach, tak czyni też Bóg, „zaszyfrowując” swoje działanie w pięknie stworzenia. O tym mówią PIERWSZE CZYTANIE i PSALM. W pięknie przyrody Izraelici widzieli mądrość i opiekę samego Boga.