Jezus zapowiedział Zacheuszowi, że dziś chce się zatrzymać w jego domu. Zacheusz na Boże „dziś” odpowiedział swoim „dziś”, na doświadczone miłosierdzie – własnym czynem miłosierdzia: połowę mojego majątku daję ubogim – zadeklarował, w czasie teraźniejszym. Dziś zbawienie stało się udziałem – powiedział Jezus. To, co naprawdę istotne, nie może czekać na jutro.
Chrześcijanie w Tesalonikach byli przekonani, że nadejście Dnia Pańskiego to kwestia bardzo bliskiej przyszłości. Przestali żyć dniem dzisiejszym, zaniedbywali codzienne obowiązki. Wydawałoby się, że mają rację. Przecież dzień zbawienia to wieczne dziś, rozciąga się na całą historię. Święty Paweł był zmuszony ich pouczyć.
Z pozoru nieporównywalne przykłady Zacheusza i Tesaloniczan uczą, byśmy oczekując jutra, powrotu Pana, nie zaniedbywali dziś. Najważniejsza jest czujność, by nie zagubić momentu, kiedy jutro stanie się dziś. Kiedy Pan przyjdzie do mojego domu.
Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski
On nam zapoczątkował drogę nową – pisze autor Listu do Hebrajczyków. Dzisiejsza liturgia tę drogę nową i żywą genialnie ukazuje, wytyczając ją pomiędzy słowami: świątynia, Jerozolima, wniebowstąpienie.
Jerozolima to miejsce końca, miejsce początku. O ile pierwsza księga św. Łukasza pokazuje drogę ziemskiej pielgrzymki Jezusa do Jerozolimy, o tyle w drugiej Jerozolima jest źródłem i początkiem, jest początkiem nowej drogi Kościoła: Głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem. A punktem przełomowym jest właśnie – powtórzone w obu księgach – wniebowstąpienie.
Świątynia, Jerozolima i wniebowstąpienie zapoczątkowują jeszcze jedną drogę, nową drogę Jezusa – ze świątyni ziemskiej do świątyni niebieskiej. Autor Listu do Hebrajczyków mówi, że Jezus, wstępując do nieba, wstąpił do prawdziwej świątyni, nie tej ziemskiej, uczynionej rękami ludzkimi, która jest – „tylko”, a może „aż” – jej odbiciem. Wejdziemy do Miejsca Świętego – obiecuje autor Listu do Hebrajczyków. Tą drogą i my podążymy.
Jezus ukazuje drogę nową i żywą. Drogę swoją, drogę Kościoła, drogę każdego z nas.
Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski
Ten szczegół jest charakterystyczny: o ile u Mateusza, Marka i Łukasza Piotr słyszy od Jezusa Pójdź za Mną na początku Jego działalności, nad Jeziorem Genezaret, u Jana – nie. Jan przesuwa ten moment na samo zakończenie swej Ewangelii, gdzie Zmartwychwstały ukazuje się swym uczniom w ich rodzinnych stronach, tam, skąd ich powołał.
To tam mówi do Piotra: Pójdź za mną. Nie przed, ale po trzyletnim towarzyszeniu, pełnym niesłuchania i niezrozumienia, czym jest misja Mesjasza, po niezwykłej formacji zakończonej trzykrotnym zaparciem się Piotra, w końcu, po zmartwychwstaniu. W tym samym miejscu, nad Jeziorem Galilejskim (EWANGELIA).
Bardziej słuchać Boga niż ludzi – oświadcza arcykapłanom Piotr (PIERWSZE CZYTANIE). Teraz i on głosi krzyż Chrystusa, widząc, jak słuchacze zakazują mu tego – tak jak on kiedyś tego zakazywał samemu Jezusowi.
Jezioro Genezaret. To tam się wszystko zaczęło. I tam, po doświadczeniu swej zdrady, cierpienia Jezusa i zmartwychwstania, Piotr był już zupełnie innym człowiekiem.
Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski
Ci, którzy szukają odpowiedzi na pytanie, jak to możliwe, że Kościół powstał, przetrwał i – zewnętrznie – jest nawet prężną instytucją gromadzącą miliardy członków, z pewnością wymienią wiele przesłanek. Wiele z nich znajdziemy w Liturgii Słowa. Bo czyż decyzja św. Pawła o zwróceniu się ku poganom (PIERWSZE CZYTANIE) nie była „strategiczna” dla otwarcia się Kościoła na świat, kluczowa dla jego przyszłej pozycji?
Tymczasem Liturgia Słowa mówi coś zgoła innego. To nie z powodu celnych strategicznie decyzji Pawła Kościół dotarł aż po krańce ziemi. Kościół trwa, bo głosi Słowo. Przecież Paweł wraz z towarzyszami uwielbiali Słowo Pańskie. Bo w rzeczywistości Kościół jest bardziej owczarnią niż instytucją (EWANGELIA). Zasila się Słowem. Tym jedynym, pasterskim Słowem.
Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski
Przez większą część Ewangelii św. Łukasz pokazuje Jezusa w drodze do Jerozolimy, świadomego wszystkiego, co na Niego przyjdzie, co więcej – pragnącego wypełnienia swej misji. Z drugiej strony, opisując mękę i śmierć Jezusa, pokazuje winnych Jego śmierci. Nie są nimi wyłącznie bezpośredni zdrajcy, sprawcy wyroku: Judasz, Piłat, Kajfasz, rzymscy żołnierze, Judasz-zdrajca czy tłum domagający się śmierci obwinionego – ale wszyscy ludzie wszystkich czasów.
Tylko pozornie wygląda to na próbę obwinienia o śmierć Jezusa kogoś, kto nawet Go nie znał. Przeciwnie, w rzeczywistości kryje się w tym chęć ukazania miłosierdzia Jezusa. Łukasz pokazuje przede wszystkim wagę zbawczego czynu: za grzech każdego z nas, żyjącego nawet dwa tysiące lat po tamtym wydarzeniu, niewinny Jezus poniósł karę śmierci – w zastępstwie nas.
Miłosierny Jezus podąża do Jerozolimy, by zamiast ciebie przyjąć konsekwencje twojego grzechu.
Jutro Niedziela; Ks. Przemysław Śliwiński, Ks. Marcin Kowalski